Imprezy

Relacje z imprez w których braliśmy udział.

Manewrowy kwiecień

Proślice, 2013.04.12-14

Arsenał we Wrocławiu, 2013.04.20

Gdy tylko zeszły głębsze śniegi postanowiliśmy pomanewrować nieco przed sezonem. Od dwóch lat organizowaliśmy w tym celu Scholę Militaris we wrocławskim Arsenale, zapraszając do zabawy gości z zaprzyjaźnionych grup. Niestety, ostatnio frekwencja była taka sobie, pojawiły się również sygnały o zbyt dużym oddaleniu Wrocławia od centrum Wszechświata. W związku z tym postanowiliśmy odpuścić, zwłaszcza że 13 kwietnia rociarze zaplanowali podobnego typu imprezę w Proślicach, położonych w dużo dogodniejszym miejscu.

W Proślicach stawiliśmy się w 11 osób, w ostatniej chwili zdecydowałem się zabrać Manię (zadecydowała obecność Łucji Pękala). Prognozy pogody były średnie, dezercja zebrała krwawe żniwo -- oprócz nas i rodziny Pękala przyjechali sami rociarze. Było więc kameralnie, dzięki czemu gospodarze nie mieli problemu z ogarnięciem tematu.

Pałac w Proślicach okazał się wyśmienitym miejscem do organizacji tego typu spędów -- dostaliśmy pokoje w rozsądnych cenach z dobrym zapleczem sanitarnym i dostępem do dużej kuchni. Mieliśmy możliwość klimatycznego zadymienia kwater za pomocą licznych kominków (zwłaszcza że kominy były zimne). Mieliśmy też dostęp do dużych sal biesiadnych wyposażonych w długie stoły, przy których nawet przypalona potrawka wchodziła jak francuski specjał. Na tyłach pałacu znalazł się rozległy trawnik, na którym bez problemu udało się pomanewrować sporą ilością wojska i jeszcze kilka namiotów dałoby się tam wcisnąć.

Po sobotnim śniadaniu nasz wodzirej Olo zabrał nas na przechadzkę. W wersji pierwotnej na trasie przemarszu miały być rozstawione stanowiska z łakociami i hurysy z tabliczkami oznaczającymi liczbę przebytych kilometrów, jednak z pewnych powodów tego typu atrakcji nie było. Musieliśmy być samowystarczalni: każdy spakował do bagażu nieco prowiantu i drewna opałowego (na wypadek, gdyby pora obiadowa zaskoczyła nas na bagnach).
Pod bronią, w szyku luźnym, sprawnie opuściliśmy wioskę i zaczęliśmy nawijać kilometry błotnistymi drogami. Trasa prowadziła głównie polnymi drogami, ale po dłuższym czasie wkroczyliśmy w dzicz niestrudzenie pokonując kanały, podmokłe łąki oraz zagajniki. W pewnym momencie nasz przewodnik zarządził popas. Dzięki krzesiwu Łysego Gnoma wkrótce na łące zapłonęło ognisko i zasiedliśmy do pikniku. Wurst, ogóry, jaja, chleb, smalec i jabłka trafiły w nasze chamskie gusta. Po spożyciu wróciliśmy do pałacu inną trasą -- była bardziej zalesiona i bagnista. Po drodze urządziliśmy jeszcze małe strzelanie. Wycieczka bardzo się wszystkim podobała a dystans (8km?) był optymalny.

Oprócz wycieczki urządziliśmy sobie na pałacowym trawniku manewry piechoty. Najpierw oficerz pokazał wszystkim polskie komendy rociarskie - manewrowe i strzeleckie. Nauczyliśmy się dzięki temu jak iść czołem w zad oraz jak napadać ogniowo. W rewanżu rociarze chwycili za bambusy i osłuchali się nieco z mową germańskiego oprawcy.

Na tym obowiązkowe punkty programu się skończyły -- kto chciał, grzał sie przy ognisku, dzieci biegały po pałacowych terenach a ponieważ wieczór szybko się zbliżał, rozpoczęły się przygotowania do wieczornej biby. Dzięki dostępowi do wyposażonej kuchni wszystko odbyło się sprawnie i niebawem zasiedliśmy za stołem. Stół ustawiony był w klimatycznej sali z malowanymi wzorami na ścianach i wielkim kominkiem a gospodarze zatroszczyli się o odpowiednią ilość jadła i napojów. Oprócz części spożywczo-dyskusyjnej udało się wykorzystać parkiet i nagłośnienie aby przemycić w życie żołdaków odrobinę kultury w postaci playfordów.

Impreza zorganizowana przez rociarzy była bardzo fajnym rozpoczęciem sezonu, dziękujemy za zaproszenie. Do tej pory w Proślicach organizowane były zloty Roty, ale myślę, że zaproszenie innych grup wyjdzie spotkaniom na zdrowie. Warunki noclegowo-kulinarno-sanitarne były świetne a terenu mieliśmy pod dostatkiem na komfortowe manewrowanie nawet kilkudziesięcioma osobami. Liczę, że za roku Olo znowu pociągnie temat i uda się zachęcić kilka innych oddziałów do wysłania swoich reprezentacji -- na pewno zachęcą do tego fotki Saurona, pomóc może również nieco lepsza popularyzacja tematu na forach polskich grup.

Tydzień później zebraliśmy się na dziedzińcu wrocławskiego Arsenału by siłami Kompanii urządzić kolejne manewry w skali mikro. Wspomogli nas przyjaciele z Wrocławia oraz delegacja z Zielonej Góry. Impreza była jednodniowa i odbyła się w sobotę. Oprócz ćwiczeń wojska (tym razem dominowała musztra zachodnia) staraliśmy się przybliżyć nieco publiczności realia siedemnastego wieku -- rozstawiliśmy namioty i kuchnię polową a od czasu do czasu tańczyliśmy to i owo (chętni mogli przyłączyć się do zabawy). Nie mieliśmy zbyt wielu widzów, ale wypełniliśmy zobowiązania wobec muzeum i mieliśmy okazję spotkać się w pełnym składzie w celu inwentaryzacji sprzętu oraz poczynienia planów wyjazdowych.

Kruku