Imprezy

Relacje z imprez w których braliśmy udział.

Bolków A.D. MMXII

Bolków 2012.09.14-16

Opadł kurz, wiatr rozwiał popioły palonej słomy, przyszedł czas na odrobinę refleksji. Nie wypada zbytnio relacjonować własnej imprezy, z kronikarskiego obowiązku podsumuję więc tylko co zaszło, a czego nie udało się zrealizować.

Doborowi uczestnicy jak zwykle dopisali - najtwardsi zawitali na zamek już w środę. W tym roku większość wybrała nocleg w kołchozie (dostaliśmy piętro w domu niewiast i piwnicę), ale jakoś nie słyszałem o przypadkach uduszenia się z powodu braku tlenu. Prawdopodobnie pomogło to, że nie wszyscy dotarli na zamek -- ze zgłaszanych wstępnie ~120 osób przyjechało ciut poniżej setki gości.

Po raz pierwszy spróbowaliśmy stworzyć drugie obozowisko pod domem niewiast. W założeniu miało odciążyć ogrodowy i robić za pokazówkę. W czwartek rozstawiliśmy tam daszek i przetestowaliśmy miejscówkę nocując pod chmurką -- wszyscy przeżyli, mimo że noc była zimna. Planowaliśmy tam rozbijać tylko namioty kompanii oraz karczmę Pękalów, bo miejsca było niewiele.

Na ogrodowym rozbili się inni namiotowcy, a pod schodami w stronę bramy urządziliśmy tradycyjnie zaplecze gospodarcze: stały tam tojki, koryto do mycia, ognisko, kuchnia polowa podgrzewająca zupy i wodę w kotłach.

Piątkowy wieczór spędziliśmy czekając na ostatnich gości. Pląsając i racząc się trunkami stroszyliśmy wąsa na eleganckości i bogatości w dość luźnej atmosferze inspirowanej latami 90tymi. W nocy atrakcje dla obozu pod domem niewiast zapewniła wichura, która skutecznie zdmuchnęła Armanda pod dach, a pozostałym straceńcom zafundowała symulację podróży siedemnastowiecznym żaglowcem. Był to rejs przez Atlantyk, w trakcie sztormu, bez refowania bukszprytu nie uszlibyśmy z życiem ;)

Program oficjalnej części imprezy jak zwykle bazował na sprawdzonym w trakcie poprzednich edycji schemacie: w sobotę konkurencje, wieczorkiem biba a w niedzielę potyczka i rozdanie symbolicznych nagród.

Mimo zamieszania w trakcie otwarcia (nie przypomnieliśmy godzin poszczególnych punktów programu) większość atrakcji odbyła się zgodnie z planem. W tym roku na turniejowym pojawiły się pokazy tańca i spektakl - punkty te były niejako wymuszone formą dofinansowania imprezy i nieco namieszały nam w sobotnim harmonogramie. Pomimo skrócenia łuczniczego do rozsądnych 2h nie udało się wcisnąć konkurencji drużynowych oddziałów strzeleckich -- a mieliśmy w planach powtórzenie zmagań podpatrzonych w trakcie wyjazdu do Moskwy. Pozostałe punkty programu udało się zrealizować.

Wieczorem po lekkim poślizgu technicznym odbyła się biba, urządzona zgodnie z tradycją w stylu szwedzkim. W jej trakcie udało się odtańczyć uczone wcześniej kontredanse przy akompaniamencie zespołu muzycznego. Do karkówki zagrał również sprośny teatrzyk -- premierowy pokaz dwóch sprośnych krotochwil spotkał się z przychylnością publiki. Na koniec odbyła się krótka gra terenowa p.t. "Gnomie Ucho", która zakończyła się nieco przedwcześnie m.in. z winy pewnych organizacyjnych uchybień (zbyt wcześnie rozdano telefony). Komu było mało wrażeń artystycznych mógł dokończyć wieczoru przy ognisku na ogrodowym, gdzie prym wiodła niezawodna ekipa śpiewno-muzyczna z Zielonej Góry.

Niedzielę przed południem spędziliśmy na przetykaniu armat i przygotowaniach do potyczki. Z powodu nikłego zainteresowania nie przeprowadziliśmy konkurencji oddziałów, zgromadzone na dziedzińcu wojsko od razu pomaszerowało do działań bojowych. Potyczka rozgrywała się na terenie całego zamku: Z marszu zdobyto bramę główną, dziedziniec turniejowy, aż do bramy na ogrodowy. Nastąpiły pertraktacje. Po zerwaniu negocjacji i małej dywersji Szwedzi ruszyli zdobyć obóz pod domem niewiast, by w końcu ruszyć w pościg za dowódcą roty na dziedziniec wewnętrzny.

Tam pojmano polskiego dowódcę po strzeleckim pojedynku snajperów, tam też rozegrał się bunt w którym zastrzelono dowódcę sił szwedzkich. W walce uczestniczył po raz pierwszy oddział pikinierów pod dowództwem Armanda. Pikinierzy stanowili dobrą przeciwwagę dla polskiej piechoty machającej szabelkami.

Bitwa zakończyła się bez zgonów, ale nie ustrzegliśmy się wypadków. Z powodu tłoku doszło do przypadków poparzeń z panewki kolegi. Nieciekawie mogło być również z powodu użytego do nabijania armat prochu: Mieliśmy na stanie tylko bardzo gruby granulat, który jak pokazało doświadczenie leciał spalając się na dystansie prawie 20tu metrów. Mam nadzieję, że poszkodowani nie planowali kariery w modelingu, a z naszej strony mogę obiecać, że sytuacja się nie powtórzy.

Po zakończeniu bitwy zebraliśmy sie na placu by odczytać zwycięzców, rozdać upominki i podziękować zgromadzonym gościom. Tegorocznymi tryumfatorami byli:

  • W turnieju strzeleckim - Tomasz Pękala (a kolejne miejsca na pudle zajęli Spadi i Hans)
  • W turnieju łuczniczym - Bartosz Hajncz
  • W konkurencjach szermierczych - Hrabia Lamenta
  • W konkursie kulinarnym - Marek Piwoński (wygrała jego potrawka żołnierska, dodatkowe wyróżnienie dla Zuzi Pękali za deser)
  • W konkursie nalewkowym - Anez

Tym samym zamknęliśmy ósmą edycję pikniku i po ogarnięciu bałaganu (bardzo dziękujemy Pękalom i innym licznym, bezimiennym bohaterom którzy zaoferowali pomocną dłoń) powoli zastanawiamy się nad kolejną. Skoro tacy fajni ludzie chcą się bezinteresownie tłuc na drugi koniec świata, to koniecznie należy im dać do tego pretekst..

Po lekkiej burzy mózgów (lekkiej, bo pękło tylko kilka litrów wina które zostało z biesiady) planujemy m.in.:

  • porzucić projekt 'wygwizdowo', który zakończył się fiaskiem :/
  • przenieść ognisko i daszki w głąb ogrodowego, przy domku pod schodami zostawić tylko kuchnię polową
  • jeśli się uda całkowicie zamknąć wstęp dla turystów na fragment ogrodowego z namiotami historycznymi - będą mogli oglądać obozowisko z tarasu i rzucać nam stamtąd drobne monety ;)
  • myślimy, czy nie przenieść konkurencje na strzelnicy na niedzielę rano (w teorii w piątek ostrzej się imprezuje, a w sobotę oszczędza)
  • przygotować bibę ciut wcześniej (w trakcie koncertu)
  • zacząć sobotni program od 11tej?

Jesteśmy oczywiście otwarci na wszelkie propozycje i sugestie. Mamy też nadzieję, ze za rok nie zabraknie nam świnek doświadczalnych. Co prawda dama lepsza niż świnka, ale my jesteśmy sentymentalni.

Kruku

W galerii kompanijnej oraz w niniejszym sprawozdaniu wykorzystałem zdjęcia zaprzyjaźnionych fotografów. Oto źródła z których czerpałem:

Wybrane fotografie można obejrzeć również w naszej galerii (w której znajdują się też fotki Moje i Huberta).