Imprezy

Relacje z imprez w których braliśmy udział.

Schola Militaris II

Wrocław, 2012-04-14

Pomimo pomoru i fali dezercji po raz drugi udało nam się spotkać na dziedzińcu wrocławskiego Arsenału. Skład naszej Kompanii uzupełnili jak zwykle niezawodni goście z okolic Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia reprezentujący barwy Zaciężnej Roty Piechoty Polskiej, Regimentu Króla Jegomości oraz Cywilbandy -- uzbierało się nas w sumie około 30tu osób.

  

Większość przybyłych pojawiła się już w piątek, udało nam się rozstawić kuchnię i namioty przed zachodem słońca. Po rozlokowaniu się w pokojach przystąpiliśmy do (niebezpośredniej) wymiany trunków oraz krotochwil. Wieczór upłynął nam przyjemnie na oczekiwaniu przybycia pomysłodawcy Scholi - Tomasza Rejfa, którego autobus zajechał dopiero nad ranem. Tomek odtwarzał bowiem w ramach wyjazdu na Scholę czasy, gdy na imprezy tłukło się PKSem wśród tobołów z ciuchami i sprzętem.

Sobotnie przedpołudnie upłynęło leniwie na przygotowaniach kulinarnych, przygotowywaniu sprzętu oraz czyszczeniu broni. Jeśli chodzi o nieplanowane atrakcje, dzięki dobrodziejstwu niemieckiej motoryzacji Mariusz wziął udział w dwugodzinnych warsztatach pt. "Wymiana pompy wody w audi 80 z użyciem wiadra po ogórkach z zieloną pokrywką". Szacunek ludzi ulicy.

Od 14tej zgodnie z programem udostępnionym publiczności odbyły się manewry piechoty wg niemieckiej komendy oraz dodatkowe szkolenie pikinierskie przeprowadzone przez Armanda. Dzięki sadowym tyczkom od Łosiów udało się stworzyć blok 12tu pikinierów, który całkiem sprawnie bronił się, atakował a nawet tworzył mięsnego jeża. Swoją musztrę zaprezentowali również rociarze, w szeregach których pojawiło się kilka nowych twarzy.

W przerwach między manewrami pokazaliśmy kilka tańców Playforda i nauczyliśmy chętnych dwóch kontredansów. Równolegle w kuchni panie zajmowały się warzeniem kaszy z gulaszem a Łosie wspomagane przez Rabarbara dzielnie obsługiwały stanowisko łucznicze. Z planowanych atrakcji nie udało się tylko przeprowadzić lania kul -- zabrakło nam kulolejki.

Pomimo świetnej pogody nie musieliśmy opędzać się od tłumów zwiedzających. Publiczność mogła więc bez większych problemów spróbować swoich sił w tańcu i strzelaniu, zwiedzała obozowisko i wypytywała o szczegóły. W pewnym momencie Armand dał się nawet namówić na przyprowadzenie improwizowanej musztry pikinierskiej dla dzieci, która cieszyła się sporym powodzeniem.

Część oficjalną zakończyliśmy musztrą całości. Podczas wspólnych ćwiczeń wybuchł drobny konflikt między przedstawicielami Roty i pludrakami, który doprowadził do starcia się obu formacji na dziedzińcu. W trakcie walk na polu działała sprawna ekipa reanimacyjna szybko stawiająca na nogi rannych za pomocą leczniczych dekoktów. Krótka potyczka zakończyła się użyciem odnalezionego w piwnicach arsenału wunderwaffe, które jednym strzałem ogłuszyło wszystkich zwaśnionych żołnierzy.

Wieczór spędziliśmy przy ognisku snując plany wyjazdowe na sezon oraz przeprowadzając zmasowany atak SMSowy na Bogu ducha winną małżonkę Jarosława P. Odbył się również sąd Boży na twarde pały (palcaty) między Mrówą a Damianem -- na szczęście nasz trzeźwy kierowca nie musiał przystępować do akcji. Było przyjemnie, wieczór był dość ciepły, ale zapobiegliwie zwinęliśmy pod dach większość namiotów i gratów przed pójściem spać.

Rano okazało się, że dobrze zrobiliśmy -- całą niedzielę siąpiło. Jeszcze przed południem spakowaliśmy graty i uprzątneliśmy teren Arsenału. Pocałunkom nie było końca, krakowski bus ruszył do domu a reszta przeniosła się do nas na rozładunek sprzętu (daszek trzeba było rozciągnąć do wysuszenia w garażu) oraz pożegnalną kawę.

Z punktu widzenia muzeum impreza była udana - dyrektor wydawał się zadowolony, w zamian za bazę noclegowo-sanitarną, katering (dostaliśmy talony na wursta/bigos/karkówkę) i odrobinę drewna dziedziniec zapełnił sie atrakcjami dla publiczności. Ja mam wątpliwości czy jest sens realizować Scholę III w tym samym terminie/formule. Wg mnie warsztaty piechoty mają sens jeśli zgromadzą odpowiednią ilość ludzi. W tym roku dobrze wypadła część pikinierska (oprócz Borowca nie kojarzę imprezy gdzie każdy chętny może poćwiczyć manewrowanie piką), ale na porządną, zachodnią musztrę strzelecką było nas za mało. Być może zawiodła kiepska reklama imprezy w środowisku, a może nie ma dzisiaj szans na ściągnięcie ludzi na tego typu imprezę bez zwrotu kosztów transportu? Na szczęście są i plusy - spotkaliśmy się w doborowym towarzystwie, wypróbowaliśmy też nowy daszek i kuchnię, które bez motywacji w postaci Scholi raczej by nie powstały..

Tak czy inaczej, dziękuję wszystkim którym chciało się spędzić z nami weekend w Arsenale. Do zobaczenia!

Kruku

PS. Na koniec garść linków:

Galerie:

Relacje: